czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział 19|Nowy blog



 Nowy blog: ostatnio męczy mnie trochę pisanie tej historii, ale spokojnie nie zamierzam jej kończyć czy zawieszać. Po prostu potrzebuję małej odskoczni z którą nie będę miała problemu i tak się składa, że wpadłam na pewien pomysł. Parę dni temu zaczęłam czytać moje stare opowiadanie "Light or Darkness". Doszłam do wniosku, ze fajnie by było w jakiś sposób powrócić do tej historii, ale nie chcę jej pisać od nowa, bo za to biorę się dopiero po skończeniu z tym blogiem. Tak więc będę pisać prequel o tytule "Jak się stałem" . Historia ta będzie o bohaterach, ich śmierci i przeistoczeniu się w anioła. Jeśli nie czytałyście moich poprzednich opowiadań to nic nie szkodzi, bo w zasadzie będzie tylko jeden większy spoiler, ale to dopiero w ostatnim rozdziale, a wcześniej o tym uprzedzę. Mam nadzieję, że każda z was będzie to czytać, jak na razie jest prolog na wattpadzie  Jak się stałem- wattpad  a co do bloggera to mam wątpliwość czy tworzyć nowego bloga czy publikować na lightordarknessangel.blogspot.com . W tej sprawie możecie mi doradzić. Jak na razie to tyle, mam nadzieję że będziecie czytać, zapraszam do rozdziału i komentowania ;) 
Rozdział dedykuję Asi i Domi Nice za to, że systematycznie komentują rozdziały(poprzednie 2 blogi też tak komentowały). Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. Bardzo wam za to dziękuję.  
Rozdział 19

                                      Iris


- Iris…- powiedział cicho.- Co ty tutaj robisz? Jak ty wyglądasz?- ponownie zlustrował mnie od stóp po czubek głowy.
- Jakże miłe powitanie- odparłam sarkastycznie. Zrobiłam dwa kroki w moim kierunku.
- Co ci się stało? Wyglądasz… Wyglądasz jak…
- Jak osoba, która uciekła z psychiatryka? A może bardziej jak dziewczyna, która przed chwilą miała wypadek samochodowy- jego oczy powiększyły się.
- Powinnaś jechać do szpitala, Iris. Może masz jakiś uraz wewnętrzny albo coś-  powiedział dziwnie zatroskany.
- Przed chwilą stamtąd uciekłam, żeby się z tobą zobaczyć. A tak przy okazji: kim jest ten wysoki blondyn z którym siedzi Sam w szpitalu?- westchnął i machnął ręką, żeby mnie zbyć.
- Długa historia, a ty pewnie nie po to tu przyszłaś.
-  Dean, w tej chwili powiedz mi kim jest ten chłopak- naciskałam jeszcze bardziej. Spojrzał na mnie smutno.
- Luke, nasz przyrodni brat- po wypowiedzianych słowach zadławiłam się dymem papierosa, którego właśnie popalałam.
- To niemożliwe. Przecież tata nigdy by…- pokręcił głową.
- A jednak. Widziałem dowody. Jim mu wierzy. Ma coś w sobie z Teample’ów. Wszystko się zgadza- oparł się o komodę i również zapalił papierosa. Zaciągnął się mocno. – Teraz przynajmniej już wiesz.
- Jak on mógł- powiedziałam bardziej do siebie niż do mnie- Zdradził ją, a potem wrócił i udawał cudownego męża. Starał być się świetnym ojcem… Jak on mógł po tym co zrobił?- chwyciłam wazon i rzuciłam nim o ścianę. – Co za gnojek!
- Iris, uspokój się !- warknął na mnie Dean. Przeniosłam na niego wściekły wzrok.
- Pewnie też wiedział czym jestem! Wiedział, że mam w sobie krew demona! A i tak oszukiwał i szukał tego sukinsyna. Jakby nie mógł odpuścić?! Już i tak nie ma dla mnie nadziei!
- Zamknij się!- wrzasnął Dean- Wiesz, że jeśli chodzi o te sprawy tata powiedział mi wszystko i nigdy nie wspomniał o tobie. Zejdź z niego do cholery, to nasz ojciec. A co do ciebie, na pewno musi być jakieś rozwiązanie- prychnęłam.
- On robi ze mną co chce, Dean. Potrafi wbić swoje szpony w mój umysł i doprowadzić mnie do obłędu. On wie gdzie jestem i co robię. Ma nade mną kontrolę- chłopak rozejrzał się po pokoju.
- No jakoś teraz jesteś tu ze mną i nic się nie dzieje- spojrzałam mu w oczy.
- To nie jest przypadkowe. Dlatego już nie mam zbyt wiele czasu. Musicie zebrać jak najwięcej łowców, Dean. Dam wam współrzędne, a wy tam pojedziecie i uratujecie tych chłopców. Nie zabijecie ich tylko przekonacie, żeby walczyli po waszej stronie i razem z wami pokonali Gabe’a. – chwyciłam skrawek papieru i nabazgrałam cyferki.
- Czemu mówisz to w drugiej osobie? A co z tobą?- spojrzałam na niego smutno.
- Muszę odejść, Dean. Na zawsze. Ja swoją wojnę już przegrałam- popatrzył na mnie rozczarowany i przechwycił papier. Przez chwilę mu się przyglądał.
- Nie twoja, tak? Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Poza tym sama przed chwilą powiedziałaś przed nim nie da się uciec. Z łatwością cię odnajdzie, a wtedy może stać ci się krzywda- wzruszyłam ramionami.
- Jestem na to przygotowana. Dean, obiecaj, że to dla mnie  zrobisz. Tylko o tyle proszę- w moim oczach pojawiły się łzy, w jego zresztą też.
- Czy to pożegnanie? Mówisz jakbyśmy mieli się już nigdy nie spotkać..
- Bo tak się pewnie stanie- rozległ się głos za nami. Odwróciliśmy się i zobaczyliśmy za nami Adam’a. Uśmiechał się tym swoim rekinim uśmiechem. – Chłopcy, teraz! – do pomieszczenia wbiegło z dwudziestu chłopaków i zaczął się istny chaos. Piątka rzuciła się na Dean’a, piątka wzięła się za mnie, a reszta zaczęła demolować pokój. Dean został powalony na ziemie. Zaczęli go bić.
- Przestańcie!- krzyknęłam.- Dość!- nikt nie słuchał. Wszyscy wpadli w trans. Adam dostrzegł miecz na demony. Podszedł do niego.
- Ładny- stwierdził i skierował się do mojego brata- Ostatnio prawie zabiłeś mojego szefa. Więc ja teraz zabije ciebie- zanim ktokolwiek zdążył zareagować wbił Dean’owi nóż w brzuch. Wrzasnęłam i chciałam rzucić się na Adam’a, jednak chłopacy złapali mnie i zaczęli wynosić z budynku. Reszta zaczęła kierować się za nami. Ostatnie co zapamiętałam to moment w którym Adam wyjął zapałkę i rzucił ją na stos papieru.

                                                       Aria
Usłyszałam jego krzyk chociaż byłam w Niebie i załatwiałam ważne sprawy. Działo się coś niedobrego, a ja tego tak nie zostawię. Rozłożyłam skrzydła i poleciałam. Lot zajął mi parę minut. Motel w którym Temple’owie się zatrzymali płonął. Widziałam, że straż pożarna jest jeszcze daleko, więc musiałam działać. Z dużą prędkością wleciałam w okno przy okazji kalecząc trochę swoje ciało. Rozejrzałam się w poszukiwaniu Dean’a. Ledwo go zauważyłam. Leżał na podłodze w kałuży krwi.
- No pięknie- mruknęłam. Podbiegłam do niego. Lekko uchylił oczy.
- Aria?
- Ciii- uciszyłam go i położyłam mu rękę z miejsca skąd wydobywała się krew- Zaraz się zagoi i uciekniemy.
- Była tu, a oni ją zabrali- szepnął. Czułam jak jego rana się zrasta. Jeszcze tylko chwilka…
- Zaraz mi opowiesz, Dean…- z rany pozostała mała blizna, która i tak zniknie. – Dasz radę wstać?- pokręcił głową, a jego oczy się zamknęły. Stracił przytomność. Westchnęłam i starałam się go podnieść. Niestety nie wychodziło mi. Szarpałam się ile sił, ale ogień mi to tylko utrudniał. Zaraz spłoniemy… Kiedy już straciłam nadzieję do środka wbiegli strażacy. Szybko schowałam skrzydła. – Na pomoc!- krzyknęłam, a dwójka z nich podbiegła do nas.
- Da pani radę iść sama?- zapytał jeden z nich. Przytaknęłam. Wzięli Dean’a a ja ruszyłam za nimi. Wsadzili go do karetki i odjechali.- Zaraz ktoś się panią zajmie.
- Nie trzeba, nic mi nie jest- oznajmiłam i ruszyłam w przeciwnym kierunku. Próbowali mnie zatrzymać, ale jestem bardzo upartym aniołem. W spokoju wróciłam do Nieba.
                                                          Iris
Obudził mnie cudowny zapach. Leniwie otworzyłam oczy i zobaczyłam Noah’a. Siedział koło mojego łóżka z miską wypełnianą parującą cieczą.
- Mam nadzieję, że nie jesteś zła za pobudkę- uśmiechnął się lekko.
- Jeśli to co tak pięknie pachnie jest dla mnie to ci wybaczę- podał mi naczynie i łyżkę.
- Jarzynowa własnej roboty. Powinna dodać ci sił.
- Dziękuję- wzięłam się za jedzenie. Smakowało wybornie. W ciągu kilka chwil nic nie zostało- To było pyszne.
- To się cieszę- odebrał ode mnie miskę i sztuciec.- Mam nadzieję, że nie masz też nic przeciwko, że cię umyłem i opatrzyłem- spojrzałam w dół. Faktycznie, miałam na sobie za duży czarny T-Shirt i czyste majtki, a moje ciało było w bandażach. Odwróciłam się do lustra. Ani śladu krwi i makijażu.
- Nawet nie wiesz jaka jestem ci wdzięczna. Teraz wyglądam o wiele lepiej- stwierdziłam. Spojrzałam ponownie na niego. Na jego twarzy malował się sztuczny uśmiech- Noah, co się stało?
- Nic- skłamał. Uniosłam brew.
- Przecież widzę, powiedz mi- odwrócił wzrok.
- Nie będziesz zadowolona z tego co się stało … No dobra, powiem ci. Po pierwsze złamaliśmy kolejną pieczęć: spalili ciężarną kobietę- moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki- też mnie to nie cieszy. Przykro mi.
- Nie było mnie 24 godziny, a oni już zdążyli zrobić coś takiego?- wzruszył ramionami.- A druga sprawa?
- Quinn zaczął trenować  z Adam’em i… Chyba mu się to podoba.- o mało nie zadławiłam się własną śliną.
- I ty na to pozwoliłeś?- popatrzył na mnie groźnie co było dziwne, no bo to Noah.
- Jakbyś zapomniała to jestem tutaj nikim. Poza tym to chyba dobrze, że się przystosowuje i nie będzie miał pod górkę jak Malcolm…
- Czy ty siebie słyszysz? Malcolm za żadne skarby nie chciał z nim trenować i być takim jak oni. Adam to psychol, nie możemy pozwolić, żeby Quinn stał się nim. – wybuchłam. Kiedy zobaczyłam jaką ma minę zrobiło mi się go żal. Złapałam go za rękę.- Przepraszam.
- Nic się nie stało. Masz rację, tak nie może być. Niestety tylko ty możesz przekonać Harry’ego do zmiany decyzji. – zmusiłam go, żeby popatrzył mi w oczy. Krył się w nich ogromny smutek. Uśmiechnęłam się do niego lekko i pogładziłam jego policzek.
- Zrobię to później.  A jak na razie jesteśmy zdani tylko na siebie- i zrobiłam coś czego bym nigdy u siebie nie podejrzewała. Pochyliłam się i go pocałowałam. Miał takie miękkie usta… Na moje nieszczęście nie oddał pocałunku i lekko mnie odepchnął.
- Co ty robisz?- zapytał zdezorientowany.
- Ja…- zaczerwieniałam się. To było żenujące. Chwycił za miskę i wstał.
- Nieważne. Muszę iść. Cześć- i wyszedł z prędkością światła. Poleciały mi łzy. Nie byłam smutna. Raczej wściekła. Zniszczyłam naszą przyjaźń dla głupiego kaprysu.
- Czyli ci nie powiedział?- rozległ się głos za moimi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam Harry’ego. Na jego twarzy malowało się współczucie z rezygnacją.
- Nie powiedział mi o czym?- zapytałam ocierając łzy. Dziwiłam się, że w ogóle tu stał i normalnie ze mną rozmawiał. Przecież złamałam daną mu obietnicę, wykorzystałam go. Kiedyś pewnie by na mnie nawrzeszczał i obraził na parę dni. Chłopak wskazał na krzesło na którym przed chwilą siedział Noah.
- Mogę?- skinęłam głową, a on zajął miejsce. – Przykro mi, Iris, ale Noah pominął ważny fakt ze swojego życia.
- Powiesz mi w końcu do czego zmierzasz?
- Na początku wszyscy lubili Noah’a, Niestety zdarzył się mały incydent.. I nikt nie chciał mieć z nim nic wspólnego. O mało co Logan też nie stracił w oczach innych ludzi, ale jako szef i dobry przyjaciel mu pomogłem. – moja złość gwałtownie wzrosła.
- Będziesz mówił tak tajemniczo czy powiesz mi wprost to co chcesz mi powiedzieć?- znów posłał mi smutne spojrzenie.
- Twój przyjaciel jest gejem. 
-----------------------
Zaskoczone?  Liczę , że tak i że rozdział się podoba. Nn pojawi się do niedzieli. Bardzo was proszę o komentowanie.

sobota, 1 sierpnia 2015

Rozdział 18

 Cześć i chwała bohaterom!
Rozdział 18
                                     Iris


Jazda po pijaku okazała się bardzo trudna. Kiedy tylko słońce pojawiło nad na horyzoncie opuściłam nieznajomego mi chłopaka. Świetnie mi się z nim rozmawiało. Może gdyby moje życie nie było tak bardzo pokręcone udało by nam się zaprzyjaźnić.
-Zalana w sztok?- rozległ się głos Gabe’a. Wywróciłam oczami i dalej jechałam starając się trzymać mojego pasa- Czy tatuś nigdy ci nie mówił, żebyś nie jeździła po pijaku?- mojego dłonie mocniej zacisnęły się na kierownicy.
- Czy ciebie tatuś nie nauczył siedzieć cicho?- warknęłam, na co on zachichotał.
- Jesteś taka piękna jak się złościsz. Nie dziwię się Harry’emu, że oszalał na twoim punkcie. Za to jestem zaskoczony, że nie wskoczyłaś mu jeszcze do łóżka. Widać, że ty też go pożądasz. Gdybym nie był twoim ojcem to sam bym…- próbowałam ignorować jego głos wylatujący z głośników lecz to okazało się ponad moje siły. Auto zatrzymało się gwałtownie- Co się stało, kwiatuszku?- wycofałam samochód i ruszyłam w przeciwnym kierunku- A ty dokąd? Obóz jest w drugą stronę- pomyślałam o Harry’m i danej mu obietnicy. Niestety nie byłam w stanie jej dotrzymać.
- Nie wracam tam. Mam dosyć- dodałam gazu. Gabe zarechotał okropnie.
- Naprawdę myślisz, że ode mnie można uciec? – nie odpowiedziałam- Iris, nie rób z siebie idiotki. Zawracaj w tej chwili- rzuciłam chwilowe spojrzenie pełne pogardy na radio. Potem znów spojrzałam na drogę- No dobra, żeby nie było, że nic nie mówiłem- i znów był w mojej głowie i wywoływał ten okropny ból. Krzyknęłam i gwałtownie skręciłam na drugi pas, jednak cały czas jechałam w kierunku w którym chciałam. Ból był coraz silniejszy, ale ja się nie dałam. Jechałam cały czas dopóki za zakrętem nie pojawiło się auto, które jechało dosyć szybko. Ostatnie co pamiętam przed zapadnięciem ciemności to twarz kobiety kiedy nasze auta zderzyły się czołowo.
                                                         Sam
Dean poszedł szukać Luke’a, a ja zostałem wraz z Julianem w hotelu. Dopiero dochodziła piąta, więc smacznie spaliśmy. Oczywiście przespanie spokojnie jednej nocy graniczyło z cudem. Julian w pewnym momencie zaczął się głośno wydzierać i miotać na wszystkie strony. Rzuciłem się w jego kierunku i starałem się go wybudzić. Niestety to było bardzo trudne. Kiedy otworzył oczy były całe białe. Zaczął jeszcze głośniej wrzeszczeć. Boże, co ja mam robić? Do pokoju wpadła jakaś postać. Okazało się, że to ta anielica. Jak jej tam było…  Aria?
- Pomóż mu- poprosiłem ją. Podbiegła do nas.
- Trzymaj go najmocniej jak umiesz- rozkazała, a ja się nie sprzeczałam. Wzmocniłem uścisk. Aria pochyliła się nad Julianem i dotknęła jego czoła. Wtem i jej oczy zrobiły się całe białe. Julian zaczął się trochę uspokajać aż w końcu opadł na łóżko i zaczął ciężko dychać. Blondynka wzięła głęboki wdech i osunęła się na podłogę.
- Wszystko w porządku?- zapytałem ją i chciałem pomóc jej usiąść na łóżku. Powstrzymała mnie gestem ręki.
- Wyliżę się- spojrzała mi w oczy- Ale Julian’a trzeba zabrać do szpitala. Ma wysoką gorączkę i jest osłabiony- spojrzałem zmartwiony na przyjaciela.
- Co jest tego powodem? – dziewczyna zaczęła się podnosić. Ponownie chciałem jej pomóc, a ona znów odmówiła.
- Wizja- powiedziała w końcu- Ta była ciężka dlatego tak zareagował.
- Wiesz co w niej było?- pokręciła głową.
- Niestety nie. Sam, czas ucieka. Macie auto?
- Tak. Pomożesz mi z nim?- zapytałem kiedy chwyciłem kluczyki od impali mojego brata. Kiedy się odwróciłem tej dwójki nie było. Zdziwiony podszedłem do okna. Julian siedział w samochodzie, a Aria stała na chodniku i machała do mnie. Pobiegłem na parking, a jej już nie było. Szybko wsiadłem do auta i popędziłem w stronę szpitala.
                                                          ***
- Czy na pewno z nim wszystko w porządku?- zapytałem pielęgniarkę. Ta na moje pytanie wywróciła oczami.
- Pyta pan o to chyba z setny raz. Tak, już jest z nim lepiej. Dostał silny środek, gorączka znacznie zmalała, a dopóki śpi jego organizm nabiera siły. Już za parę dni powinien wrócić do formy- odpowiedziała na moje pytanie- Przepraszam, ale muszę iść zająć się innymi pacjentami- wyminęła mnie i wyszła z Sali. Opadłem na krzesło i ciężko westchnąłem. Co to za noc… Wyjąłem telefon i napisałem wiadomość do Dean’a: „ Julian miał atak, jestem z nim w szpitalu, pożyczyłem impale. Czekajcie na nas w motelu”. Po wysłaniu wiadomości schowałem telefon i spojrzałem na Julian’a. Nie wiem czemu, ale pomyślałem o Iris i poczułem tęsknotę. Dawno jej nie widziałem i nie wiem co u niej. Czy jakoś daje radę w tym obozie? Czy też za nami tęskni? Czy kiedykolwiek się jeszcze spotkamy? Niestety moje przemyślenia zostały przerwane, ponieważ zmorzył mnie sen.
                                                          Dean
Sam i Julian zmusili mnie, żebym poszedł poszukać Lucasa i nie mogłem im odmówić. Jako „starszy brat” to był mój obowiązek. Może faktycznie przesadziłem , ale żeby od razu wychodzić trzaskając drzwiami i znikać nie wiadomo gdzie? Przeszukałem prawie całe miasto i oczywiście park zostawiłem na koniec co nie było mądrym pomysłem bo to najbardziej prawdopodobne, że właśnie tam się zaszył. Tak jak myślałem, był tam. Leżał na jednej z ławek, a wokół niego było pełno pustych butelek oraz niedopałek. Pokręciłem głową i przysiadłem na ławce tuż obok niego.
- Czasami jesteś taki nieodpowiedzialny- mruknąłem. Klepnąłem go mocno w nogę. Obudził się z jękiem- Wstawaj śpiąca królewno. – rzucił mi pełne nienawiści spojrzenie.
- Co ty tutaj robisz? – uśmiechnąłem się kpiąco.
- Przyszedłem sobie posiedzieć w parku. A ty powinieneś być mi wdzięczny, że znalazłem cię przed glinami albo jakimś głodnym potworem- prychnął.
- Gdyby nie ty, nie było by mnie tu- wywróciłem oczami.
- Najlepiej zwalić wszystko na mnie.- popatrzyłem po etykietkach butelek- Czy taka ilość alkoholu nie zaszkodzi ci…
- Nie- warknął- Poza tym nie piłem sam- dodał już ciszej, jednak miałem świetny słuch i to usłyszałem.
- To kto był tym szczęściarzem?- zapytałem z ironią. Spojrzał na mnie groźnie.
- Dziewczyna. Nie przedstawiła się- parsknąłem śmiechem- A ty niby znasz imię każdej dziewczyny z którą idziesz się pieprzyć- posłałem mu karcące spojrzenie.
- Uważaj na słowa, nadal jestem od ciebie starszy i powinieneś mieć do mnie szacunek.
- Szacunek mam tylko do osób, które odpłacają mi tym samym- odszczeknął. Przez chwilę się mierzyliśmy. I pewnie robilibyśmy to dalej gdyby chłopak nie zgiął się w pół i nie zwymiotował krwią.
- Zajebiście- rzuciłem pod nosem- Jak mogę ci pomóc?- zapytałem.
- Zostaw mnie samego i daj mi w spokoju umrzeć- wykaszlał.
- O co to to nie. – powiedziałem. W tym samym czasie dostałem sms’a od Sam’a, ze jest w szpitalu, bo Julian miał atak. Zajebiście razy dwa. – I jak ja cię teraz dostarczę do szpitala? – usłyszałem za plecami trzepot skrzydeł. Odwróciłem się i zobaczyłem rudowłosą anielicę.
- Nazywam się Willa, Aria mnie tu przysłała- czy ta kobieta wie o wszystkim co się dzieje w moim życiu?- Mogę go zabrać do szpitala. Jak pewnie wiesz są już tak twoi znajomi.
- Nie chcę do szpitala- wyszeptał za moimi plecami blondyn.
- Zamknij się Luke. Dasz radę sama?- zwróciłem się do rudej. Skinęła głową i objęła Lucasa w pasie. Szepnęła mu coś na ucho i wzbili się w powietrze. Kiedy zniknęli z mojego pola widzenia doszedłem do wniosku, ze jestem padnięty i że muszę wrócić do motelu, żeby pójść spać.
                                                       Iris
Czułam szczęście. Była niedziela, jedliśmy właśnie wspólnie rodzinny obiad. Tata, Jimmy i Dean prowadzili wspólnie warsztat samochodowy, który cieszył się popularnością. Sam studiował prawo tak jak sobie wymarzył. Ja właśnie kończyłam liceum i miałam wyjechać do Paryża do Akademii Sztuk Pięknych. Mama pracowała w bibliotece, bo oprócz rodziny jej miłością była literatura. Na obiad był zwykły kurczak, chociaż smakował nieziemsko w wykonaniu mojej mamy. Cały czas się śmialiśmy. Lecz w jednej chwili wszystko zaczęła się sypać. Wpadł Gabe i wszyscy pozostali i zaczęli wszystko niszczyć lub zabijać. Płakałam, błagałam żeby tego nie robili, ale oni i tak zabrali mi wszystko.,
Obudziłam się z płaczem. Gdzie ja jestem? Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Całe białe. Nagle wszystkie wspomnienia do mnie wróciły. Moi rodzice nie żyli, bracia mnie nienawidzili, byłam w jakieś części córką demona i siostrą 65 chłopaków, a niedawno miałam wypadek i dlatego leżę w szpitalu.  Przez to wszystko jeszcze bardziej zaczęłam płakać. Chciałam zacząć wszystko od nowa. Strasznie tęskniłam za rodzicami i moimi braćmi, chciałabym ich wszystkich przytulić. Moja sytuacja była beznadziejna. Czy musiałam przeżyć ten wypadek? Wiem jedno. Muszę stąd uciekać. Leniwie podniosłam się z łóżka. Byłam cała obolała. Odłączyłam te wszystkie kabelki od mojego ciała. Wstałam i prawie upadłam. W rogu dostrzegłam kule. Chwyciłam za nie. Od razu lepiej. Otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz. Na szczęście nie było nikogo z lekarzy. Pokuśtykałam dalej. Już miałam wyjść zza rogu, ale powstrzymał mnie głos, który stamtąd dochodził. Świetnie znany mi głos. Sam.
- Tak Jim, Julian i Luke są w szpitalu. Tak, właśnie go przywieziono. On nie chce leczenia, Jim. Dean? Dean jest w tym motelu… Jak to w którym? Tym na…- i podał adres, który utkwił mi w głowie. – Gadałem z nim przed chwilą i właśnie wraca tam. Dobra, Jim. Zajmę się tym. Trzymaj się- zamilknął. Musiał gadać z Jim’em przez telefon. Usłyszałam zamykanie drzwi. Wyłoniłam się. Nikogo nie ma. Postanowiłam szybko przejść koło Sali, w której zniknął Sam. Starałam się tam nie zaglądać, ale pokusa była zbyt silna. Dostrzegłam Sam’a, który siedział przy łóżku… Tego gościa z którym spędziłam noc. O mało się nie zadławiłam. Oni się znali. Byłam tak blisko wpadki. Albo wybawienia. Jednak teraz nie mogłam porozmawiać z Sam’em. Musiałam najpierw pogadać z Dean’em. Nie czekając ani chwili dłużej ruszyłam do wyjścia. Na moje szczęście: a) udało mi się ukraść portfel gościowi, który właśnie mnie mijał b) przed szpitalem stała taksówka. Wsiadłam w nią bez zastanowienia i podałam adres kierowcy. Ten bez problemu zawiózł mnie pod motel, a ja podałam mu odpowiednią sumę pieniędzy. Zanim wysiadłam zapytał mnie jeszcze czy wszystko w porządku. Odpowiedziałam, że nie, ale sama dam radę. Bo to była prawda. Muszę sama posprzątać swój bałagan. Ruszyłam do wejścia, a mężczyzna odjechał.
                                                              Dean
Cały zmęczony wszedłem do motelu. Nie miałem już na nic siły. Ledwie wczłapałem się po schodach . Otworzyłem drzwi i wszedłem do naszego pokoju. Byłem pewny, że nikogo tam nie zastane , jednak bardzo się pomyliłem. Na łóżku siedziała ona, popalająca mojego papierosa. Miała na sobie szpitalny kitel, była cała posiniaczona i zadrapana. Jej makijaż był rozmazany a włosy w nieładzie. Wlepiła we mnie puste ślepia.
 - Cześć, braciszku
-----------------------------
Rozdział pojawia się dzień wcześniej, bo dałam radę go dzisiaj napisać. Osobiście uważam, że nie jest zły( no może szpitalna scenka z Iris, bo już nie miałam siły się rozpisywać) A wy co sądzicie? Co pojawi się w nn? Next pojawi się do czwartku, bo jutro znowu wyjeżdżam, proszę i dziękuję za komy.
1. http://dolina-zwiastunow.blogspot.com/  zapraszam jeśli potrzebujecie zwiastun.
2. Jak coś DC jest też na wattpadzie, z boku macie link.
3. Wiecie coś może na temat przyszło rocznej trasy 1D? Jeśli tak to proszę o kontakt na asku @dianablog , dianacaineblog@gmail.com bądź piszcie w komie.