środa, 16 września 2015

Rozdział 31



Rozdział 31
                                      Sam


Śniłem spokojnie dopóki nie zjawiła się ona. Ukochana mojego brata. Zmieniła się od ostatniego spotkania. Jej głupie blond włosy były poczochrane, pod oczami były sińce. Miała na sobie brudną już białą, luźną sukienkę, a ręce były umazane krwią. W oczach można było dostrzec ból. Ale jednak inny istotny szczegół zwrócił moją uwagę.
Aria miała zaokrąglony, widoczny brzuszek.
- Czy ty…?- wydusiłem z siebie.
- Tak, jestem w ciąży- oznajmiła z lekkim uśmiechem.
- Ale jak? Przecież wy…
- Kochaliśmy się naszej ostatniej, wspólnej nocy. Anioły inaczej przechodzą pewne sprawy, w tym ciąże. Dziecko będzie nefilim, pół aniołem, pół człowiekiem, więc może rozwinąć i przyjść na świat szybciej niż normalne. – przekląłem pod nosem. – To pocieszające, że się cieszysz –odparła sucho.
- To nie tak- machnąłem ręką- Cieszę się, że zostanę wujkiem, ale… Co teraz? Gdzie ty właściwie jesteś? I czemu wyglądasz tak potwornie?
- Jestem w niebie, Sam. Mieli mnie ukarać wcześniej, ale ze względu na niego- wskazała na swój brzuch- I na panujący zamęt ze względu na Armagedon* mój proces się przedłuży. Na razie siedzę zamknięta w małym pokoju, w którym bez przerwy wyświetla się to co zrobiłam. A jeśli chodzi o moją higienę- uniosła rękę i skrawek sukienki – Odbiło mi i pewnie domyślasz się, że straciłam kontrolę- pokiwałem głową.
- I tak jesteś silna. Ja pewnie bym znalazł sposób, żeby się zabić. Albo chociaż bym wydrapał sobie oczy. A co potem? Co jak urodzisz, a Armagedon się zakończy? – zamknęła oczy.
- Bez względu na to, która ze stron zwycięży ja umrę. Przynajmniej coś na kształt tego. Nie wiem co zrobią ze mną ludzie Lucyfera, ale moi obedrą mnie ze skrzydeł i ześlą prawdopodobnie do Czyśćca- ta informacja wywołała moje oburzenie.
- Do Czyśćca trafiają złe istoty, a ty do nich nie należysz!
- Zdradziłam swojego ojca, muszę ponieść karę- oznajmiła. – Ale dość już o mnie. Przyszłam do ciebie z prośbą dotyczącą mojego syna- popatrzyłem na jej brzuch.
- Już znasz jego płeć?- pokiwała głową- No dobrze, o co chodzi?
- Jeśli Niebo wygra, żądaj od nich darowania życia mojemu dziecku. Oni go zabiją jak się urodzi, a ty możesz go uratować, argumentując to jak przyczyniłeś się do ratowania świata, odwalając za nich większość brudnej roboty. Weź ze sobą Julian’a , prorok będzie miał na nich dobry wpływ.
- A co z Dean’em? – skrzywiła się.
- Lepiej nie mieszajcie go w to. Znasz go i jego podejście. Lepiej żebyście wy to załatwili.
- Dobrze, obiecują. Ario, czy powiedziałaś już mu, że będzie ojcem?- pokręciła głową.
- Na razie nie i ty też tego nie rób. Dowie się w odpowiednim dla niego czasie.
- Ale…
- Dziękuję, Sam- i wtedy się obudziłem.
                                                            Iris
11 dni
Ta liczba cały czas stawała mi przed oczami. Tak mało czasu, a tyle do zrobienia. Do złamania zostały 3 pieczecie i w jakiś sposób trzeba było doprowadzić do nie złamania ich. Trzeba było wymyśleć jakiś sensowny plan, który nie pozwoli Lucyferowi i jego zwolennikom opuścić klatki. A no i było jeszcze coś. Sześćdziesiąt cztery osoby przeszły już przemianę. Kto należał do pozostałej dwójki?
Harry i Bruno
Gdyby ten pierwszy przeszedł przemianę już dawno by nas tu nie było. Mimo, że sytuacja między nami była skomplikowana, obiecałam mu, że nie opuszczę obozu bez niego i zamierzałam dotrzymać danego mu słowa. Udałam się na spotkanie niektórych członków, żeby omówić te kwestie. Kiedy stanęłam przy drzwiach i chciałam zapukać dobiegł mnie zdenerwowany głos Jason’a, jednego z nas.
- Mówię wam, że to dobry pomysł! Zwiniemy się stąd u ta cała sprawa nas ominie!
- I chcesz zostawić Harry’ego?- spytał Louis.
- Nie moja wina, że coś z nim nie tak. A z resztą spędził parę miesięcy sam w tym obozie i nic się mu nie stało. A teraz będzie miał Brun’a w dodatku. – wywołał istną furię.
- Jak śmiesz tak myśleć?
- Po tym co dla nas zrobił?!
- To nasz przyjaciel, nie zostawimy go!- westchnęłam i zapukałam, uciszając wszystkich. Ktoś podszedł do drzwi.
- Kto tam?- zapytał Liam.
- Iris- odpowiedziałam.
- Sama?- prychnęłam.
- Dbacie o dyskrecje po tym jak wydzieraliście się na całe miasteczko- przekręcił klucz i wpuścił mnie do środka. – To gówniany pomysł, Jason. Po pierwsze nie było by to humanitarne zostawić tutaj Harry’ego, po drugie nie możemy zdradzić, że nie gramy z Cabe’m w jednej drużynie. Jeszcze by wymyślił coś innego, na naszą nie korzyść. Pamiętacie jak łatwo zastąpił sobie Malcolm’a i Adam’a? Czemu nie miałby zastąpić nas?- wywołałam szepty.
- Ona ma racje- przemówił Logan- Na razie róbmy to co robiliśmy dotychczas , a kiedy poznamy od Gabe’a dokładny plan na zniszczenie świata, dopracujemy szczegóły- zaczęliśmy dyskusje na ten temat i zdecydowana większość opowiedziała się za naszym pomysłem.
- Ej, patrzcie!- rozległ się nagle głos Kellin’a. Wszyscy wyjrzeli przez okno. Zobaczyliśmy Harry’ego, idącego z wielkim pudłem. Zaniepokoiłam się. Dotychczas, czy Harry był wesoły, smutny, wściekły, załamany, zawsze chodził wyprostowany, z wysoko podniesioną głową. Tym razem było inaczej, szedł skulony, patrząc na karton w swoich dłoniach.- A temu co? – do moich uszu dotarło parę niemiłych komentarzy, w tym, że „nie dałam mu dupy”. Powstrzymałam się od odpowiedzi równie niemiłej. Logan mnie szturchnął.
- Powinnaś iść to załatwić. Poinformuje cię o wszystkim później- skinęłam głową i opuściłam pomieszczenie pełne półgłówków. Wybiegłam z domu i popędziłam za chłopakiem.
- Harry!- krzyknęłam, a ten przystanął i zmierzył mnie.
-  Co chcesz? Powiedzieć mi, że się mnie boisz?- odparł znudzony. W jego oczach dostrzegłam coś czego nigdy nie widziałam. Zmęczenie. Ale nie takie, które dało się unicestwić kładąc się na parę godzin do łóżka. On był zmęczony życiem.
- Co się stało?- spytałam zmartwiona.
- Nic- odwrócił się i zrobił parę kroków. Prędko złapałam go za rękę.
- Mnie nie oszukasz, Harry. Proszę cię, powiedz mi- mijały sekundy, a my wpatrywaliśmy się w siebie z napięciem. W końcu westchnął.
- Chodźmy do domu- posłusznie udałam się za nim. Położył pudło na stoliku i przysiadł w fotelu. Zajęłam miejsce naprzeciwko niego.
- A więc?- wpatrywał się pusto w swoje dłonie.
- To koniec- powiedział. Moje mięśnie się napięły.
- Jak to koniec?- z trudem powstrzymałam jąknięcie.
- Mój koniec- zacisnął pięści- On wszedł do mojej głowy i wszystko zobaczył. On wie o przemianach- momentalnie z mojej twarzy odpłynęła krew- Powiedział, że się na mnie zawiódł, ale daruje mi życie. Ale nie rządze już. Moje obowiązki przejął Bruno, a jeśli pozostali nie będą go słuchać zemści się na nas- czyli to dlatego był taki. Stracił to co było dla niego najważniejsze. Władza, to było coś co dawało Harry’emu chęć do życia. Kontrolowanie ludzi, wydawanie rozkazów i nie bycie uzależnionym było dla niego czymś cudownym. A Gabe mu to odebrał. I coś mi zaświtało.
- Harry, to na pewno sprawka Brun’a. Wiesz, z tymi aktami- wyjaśniłam- Gabe mu kazał je podrzucić, żebym i ja usunęła się z drogi i ty, żebyś się załamał.
- Odebrał mi wszystko, a pozostawił mnie przy życiu po to, żebym cierpiał zamiast kulka w łeb i po wszystkim.- zaśmiał się gorzko.
- Tak mi przykro- błyskawicznie podeszłam do niego i go przytuliłam. Na początku odpychał mnie lekko, ale potem się poddał i uściskał mnie mocno. Poczułam jego łzy na swoim ramieniu. Jeśli Harry płakał to było bardzo źle. – Cii… Spokojnie. Jestem przy tobie.

                                                           ***
- Wstawać!- rozległ się krzyk. Podskoczyliśmy razem z Harry’m. Okazało się, że zasnęliśmy. Po kilkunastu minutach mojego stania i tulenia się do niego, stwierdził , że mi niewygodnie i wziął mnie na kolana. A potem sen. Stał nad nami Bruno i wpatrywał się w nas z kpiną – Tak słodkie, że aż chce się rzygać- odparł opryskliwie.- Ruszajcie się, pieczęć sama się nie złamie- spojrzeliśmy po sobie ze Styles’em.
- Jaka pieczęć?- zapytał lokaty. Bruno wywrócił oczami.
- Zabicie pary młodej podczas wesela. No ruszajcie się. – oznajmił na luzie. Kiedy wstaliśmy i ruszyliśmy do drzwi, Bruno objął mnie i przyciągnął do siebie. Widziałam, że zdenerwowało to Harry’ego, ale posłałam mu znaczące spojrzenie. Musimy na razie pokazać temu palantowi, że może sobie rządzić. Później odstrzeli mu się jaja. Zaprowadził nas do samochodu. Reszta już odjechała. Po stronie pasażera siedział zdenerwowany Logan. Harry usiadł za kółkiem, a Bruno wpakował nas do tyłu, oczywiście siadając tak żeby móc mnie dotykać. Z trudem przetrwałam następną godzinę. Wszyscy już na nas czekali. – Plan jest następujący. Ty, ty, ty, ty, i ty – wskazał na niektórych chłopaków- Wchodzimy do środka i zabijamy wszystkich bez wyjątku. Jakieś pytania?- nikt się nie odezwał- No to idziemy- wszystko potoczyło się tak szybko. Świta z niechęcią poszła za nim. Było słychać krzyki, płacz i strzały. Spojrzałam na Harry’ego.
- To miał być ich najszczęśliwszy dzień w życiu- wyszeptałam. Pokiwał głową.
- Pożałuje tego, obiecuję ci to Iris.
 -------------------------
Ta dam! Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał. Piszcie co myślicie, nn pojawi się do niedzieli, zapraszam na drugi blog.


piątek, 11 września 2015

Rozdział 30



Rozdział 30
                                       Iris


Czekałam aż runę na ziemię i poczuję ból, ale nic takiego się nie stało. Wisiałam. Podniosłam wzrok i ujrzałam nie kogo innego jak Harry’ego, który z przerażeniem starał się mnie nie puścić. Starałam mu wyrwać moją rękę i spaść. Normalna osoba chciała by być uratowana, ale ja nie należałam do takich.
- Przestań- warknął na mnie- Zaraz mi wypadniesz- prychnęłam.
- Bo wcale ci na tym nie zależy- odparłam szorstko. Styles chciał coś odpowiedzieć, ale zauważył Logan’a.
- Lake, pomóż mi do cholery!- wrzasnął co przykuło uwagę szatyna. Ten gdy tylko zobaczył jaka jest sytuacja, rzucił się pędem w kierunku domu. Niedługo później on również wychylał się z okna i starał się złapać za moją drugą dłoń. Chciałam wierzyć, że Logan nie był oszustem jak Harry i , że przyjaźń z jego strony była prawdziwa. Czy możliwe było, że ten miesiąc żyłam w błędzie i tak naprawdę wszystko było fikcją?
- Iris, podaj mi rękę- rozkazał. Z niechęcią podałam mu ją i zostałam wciągnięta z powrotem do pokoju. Od razu wtuliłam się w Logan’a i popatrzyłam z wyrzutem na Harry’ego.
- Zabierz mnie stąd od tego zdrajcy- poprosiłam. Zabrzmiało to dosyć histerycznie. Harry patrzył na mnie z wyraźnie namalowanym zdziwieniem. Logan przez chwilę mi się przyglądał. Potem rzucił krótkie, znaczące spojrzenie brunetowi i poprowadził mnie w stronę wyjścia, a potem do mojego pokoju. Usadził mnie na łóżku i rozkazał Quinn’owi skoczyć po coś do jedzenia i po kubek herbaty dla mnie. Kiedy zostaliśmy sami, usiadł koło mnie i przytulił. Odwzajemniłam ten gest. Logan nie mógł udawać. Noah i Quinn na pewno też nie. Musiałam w to wierzyć.
- Opowiesz mi co tam się stało? – zapytał. Pokiwałam głową i odsunęłam się od niego.
- Poszłam do pokoju Harry’ego, bo chciałam z nim porozmawiać o naszej ostatniej kłótni. Nie zastałam go, ale znalazłam coś co otworzyło mi oczy. Moje akta. Wszystko było by w porządku, nie była bym na niego zła, gdyby nie wniosek, że musi mnie wyeliminować- zaśmiałam się gorzko- Jak można kłamać, że się kogoś kocha? Kto normalny tak robi? I to tylko po to, żeby później mnie zabić! – znów przed oczami stanęła mi tamta notka i nie chciała zniknąć.
- To nie w jego stylu- stwierdził chłopak.- Gdzie znalazłaś te akta?
- Leżały na biurku- odpowiedziałam.
- Tylko twoje akta tam leżały?- skinęłam. – Czy to nie wydaje ci się podejrzane? Harry zawsze chowa wszystkie akta i zamyka szafkę na klucz. Nie byłby na tyle głupi, żeby zapomnieć schować któryś z nich, a zwłaszcza twoich z taką informacją. A jeśli nawet to byłaby prawda to czemu nie pozwolił ci spaść? Właśnie! Co się wydarzyło potem? Czemu zwisałaś z okna?- westchnęłam.
- Kiedy go zobaczyłam, przestraszyłam się. Uznałam, że wolę sama się zabić niż, żeby on to zrobił.
- To wszystko jest bezsensu ! Po co miałby ocalić ci życie, skoro wiedział, że wiesz co zamierza ci zrobić? Nie, to na pewno nie Harry. Myślę, że to wszystko jest ustawione.  Ale kto miałby motyw, żeby to zrobić? – zamknęłam oczy i zaczęłam przeglądać listę kandydatów, która liczyła sobie około 60 osób. Było parę chłopaków, którzy nie przepadali za moją osobą, ale oni byli zbyt tchórzliwi, żeby zrobić coś takiego. Przypomniałam sobie o zastępcy Adam’a.
- Bruno- szepnęłam. Chłopak spojrzał na mnie zaciekawiony.- To musiał być on. To psychopata, może nawet większy niż Adam.
- Czy to nie zbyt poważne oskarżenie?- pokręciłam głową.
- Zepchnął mnie ze schodów i powiedział, że będzie jeszcze gorszy niż poprzedni.
- I ty mówisz o tym dopiero teraz?- odparł zły. Wzruszyłam ramionami.
- Wiesz, że nie lubię się skarżyć.
- Musisz o takich rzeczach mówić, kobieto!- oznajmił.- Dobra, ja pójdę dowiedzieć się paru rzeczy i ustalić czy nasze podejrzenia okażą się prawdą. Zostań tu i wpuszczaj tylko mnie, Noah’a albo Quinn’a, rozumiemy się?- pokiwałam głową. Podszedł do drzwi, jednak za nim wyszedł odwrócił się ostatni raz- Znam Harry’ego dość długo, Iris. I jest rzecz, której jestem pewien. On cię kocha i nigdy by tego tobie nie zrobił- i zostawił mnie samą z moimi myślami.
                                                          ***
Rano na śniadaniu czułam się zagubiona. Siedziałam dalej przy stoliku najbardziej odległym pomiędzy Noah’em a Quinn’em. Temu pierwszemu wczoraj opowiedziałam o przygodzie z Malcolm’em. Myślę, że wiadomość o chłopcu przybiła go. Cały czas czułam na sobie wzrok Styles’a, który wcale nie ułatwiał mi sprawy. Miałam ochotę rzucić w niego talerzem i wyjść ze stołówki, ale nie chciałam dawać nikomu satysfakcji. Odczekałam grzecznie do końca i wręcz pobiegłam do domku. W toalecie odkryłam coś co mi się nie spodobało.
Dostałam okresu
Fakt ten nie dobijałby mnie tak bardzo gdyby nie to, że nikt nie pomyślał żeby mnie zaopatrzyć w tampony albo podpaski. Westchnęłam ciężko. Byłam zmuszona na jakiś czas obłożyć majtki papierem toaletowym. Kiedy skończyłam to postanowiłam pojechać do sklepu, bo czterech dni tak nie wytrzymam. Udałam się do garażu i odkryłam coś jeszcze gorszego. Brak kluczyków, co oznaczało, że Harry wszystkie skonfiskował. Miałam ochotę się rozpłakać. Czemu wszystko szło nie po mojej myśli? Musiałam do niego pójść, ale najpierw poszłam do magazynu i skonfiskowałam pistolet i nóż (gdyż nadal nie wiem co się stało z ostrzem mojego ojca). Zabezpieczona poszłam do jego gabinetu. Zapukałam. Zero odpowiedzi. Nacisnęłam klamkę. Zamknięte. Westchnęłam i odwróciłam się na pięcie. Wpadłam na czyjąś klatkę piersiową. A dokładniej Harolda. Odskoczyłam od niego jak oparzona, przy okazji uderzając się w drzwi. Westchnął przeciągle.
- Nie bój się mnie –odparł i zaczął grzebać w kieszeni. Odruchowo włożyłam rękę do kieszeni bluzy, chwytając rękojeść noża. Tak czułam się bezpieczniej. Harry wyciągnął klucz i przekręcił go w drzwiach, otwierając je i wpuszczając nas do środka. Niechętnie weszłam. Zajął swoje miejsce. – Usiądź. – zostałam tam gdzie stałam.
- Nie zostaję na długo. Potrzebuję kluczyków- obrzucił mnie zagadkowym spojrzeniem.
- Po co?
- Muszę skoczyć do sklepu. Wrócę za parę godzin…- prychnął.
- Zawsze tak mówisz i ktoś musi cię ściągać siłą. – wywróciłam oczami.
- To przydziel mi kogoś kto pojedzie ze mną i przywiezie mnie z powrotem jak mi nie ufasz.
- Bruno- o mało nie zakrztusiłam się własną siłą.
- Każdego poza nim i tobą- oznajmiłam.
- Niech będzie Kellin- znałam tego chłopaka. Poznaliśmy się tego samego dnia co z Logan’em. Wydawał się w porządku.- Ale najpierw powiesz mi po co jedziesz i obiecasz, że porozmawiasz ze mną po powrocie.
- Nie twoja sprawa, a o rozmowie zapomnij – mruknęłam.
- No to nici ze sklepu- zacisnęłam pięści.
- Mam okres- warknęłam przez zęby.
- Jak każda zdrowa kobieta i to nie zwalnia cię z szacunku- spiorunowałam go wzrokiem. Zrozumiał- Ooo… No dobra- rzucił mi jedne z kluczyków.

                                                          Lucas
Trzymałem w ręce żółte tulipany, ulubione kwiaty mojej matki. Z trudem stałem przed jej grobem. Znów poczułem ogromną tęsknotę do jej osoby i smutek, że choć niedługo sam miałem podzielić jej los.
- Kiedy ostatnio byłeś na jej grobie?- rozległ się głos za moimi plecami. Odwróciłem się i ujrzałem mojego brata Dean’a.
- Parę dni zanim się poznaliśmy- opowiedziałem. Dean pokiwał głową i podszedł do mnie, bacznie obserwując nagrobek. – Moi rodzice zostali spaleni. Nie mamy ich prochu, nie mają oficjalnego miejsca pochówku.
- Czyli, że nie macie jak ich odwiedzić z Sam’em? – skinął głową- Szkoda. Poszedł bym nad grób ojca- jego twarz nic nie zdradzała.
- Tata by nie chciał, żebyśmy chodzili na cmentarz go opłakiwać. Chciał żeby jego dzieci o nim po prostu pamiętały i robiły swoje. – uśmiechnąłem się.
- Zawsze zgrywał twardziela- na twarz Dean’a wkradł się również mały uśmiech .
- Nie zawsze. Nie widziałeś go jak była przy nim Iris. Wiesz, mała córeczka tatusia.
- Rozumiem- na chwilę zapadła krępująca cisza.
- Nie chciałbym cię pospieszać czy coś, ale mamy akcję i musimy działać niezwłocznie- zamknąłem oczy.
- Rozumiem – powtórzyłem. Otworzyłem je i nachyliłem się nad grobem. Ułożyłem delikatnie kwiaty. – Kocham cię mamo. Mam nadzieję, że się niedługo spotkamy- szepnąłem i odszedłem nie zamierzając wrócić.
                                                              ***
Patrzyłem pusto na dom mojego przyjaciela. Miał na imię Max. I jego dom stał dokładnie obok domu, który kiedyś należał do mnie.
- Czemu tu przyszliśmy?- zapytałem.
- Przyszliśmy tu za wilkołakiem. Musimy się pospieszyć, żeby nie zaatakował domowników- wyjaśnił Sam. Czyli, że Maks był wilkołakiem?
- Zróbmy to szybko- powiedziałem- Nie chcę tutaj być.- ruszyłem pewnym siebie krokiem w stronę domu. – Wiecie czy są rodzice? – rzuciłem przez ramię.
- Tylko chłopak i dziewczyna- czyli Megan była w środku, w niebezpieczeństwie.
- Załatwię nam wejście- oznajmiłem. Zapukałem do drzwi a oni patrzyli na mnie jak na głupka. Po chwili otworzył mi Max.
- Co ty tu ro…- zaczął, ale nie skończył, bo zarobił sierpowego w nos. Zatoczył się do tyłu. Wyciągnąłem bron i wymierzyłem w niego- Luke, co ty odpierdalasz?!- wrzasnął przerażony.
- Nie skrzywdzisz jej- warknąłem.
- O czym ty do cholery mówisz?! – za mną wpadli moi bracia i Julian.
- Luke, to nie on jest wilkołakiem tylko…- i wtedy zrozumiałem swój błąd. Megan rzuciła się na mnie i rzuciła mi się do gardła. Broń wypadła mi z rąk. Byłem skazany na obronę rękoma. Max patrzył na to wszystko z przerażeniem. Rozległ się wystrzał. Megan bezwładnie opadła na moje ciało a ja zostałem obryzgany jej krwią.
- Co się stało ?!- krzyknął. Spojrzałem na Dean’a wściekły,
- Czemu ją zastrzeliłeś?!
- Nie można było jej uratować, Luke. Przykro mi- zwaliłem ją na ziemię i popatrzyłem z bólem- Wszystko okej? – pokiwałem głową. Sam wziął się za badanie stanu Max’a. Nie został ugryziony. Julian i Sam wpakowali ciało do worka i zanieśli ją do samochodu. Dean pomógł mi wstać- Wiem, że możesz nie uwierzyć, ale twoja dziewczyna stała się wilkołakiem. Musieliśmy ją zabić dla twojego dobra- oznajmił. Spodziewaliśmy się, że nas wyśmieje czy coś w tym stylu, ale on tylko pokiwał głową na znak zrozumienia. Ruszyłem w kierunku drzwi.
- Luke, gdzie idziesz?- zapytał za mną Max. Odwróciłem się.
- Nic mnie tu nie trzyma –powiedziałem oschle- A  i przepraszam za nos- i opuściłem lokum.

                                                              Iris
Załatwiłam to co miałam załatwić i z tamponem zamiast papieru czułam się cudownie. Poprosiłam Kellin’a, żeby odniósł kluczyki, a ja poszłam do salki potrenować. Uderzanie w worek treningowy choć trochę dało upust moim emocjom. Nie na długo jak się okazało, bo przyszedł Harry.
- Chyba wyszłaś z wprawy- stwierdził. Wywróciłam oczami i dalej uderzałam. – Miałaś ze mną porozmawiać.
- Nie chcę z tobą rozmawiać, Harry- stanął przede mną.
- Czyli najłatwiej udawać, że się nienawidzimy? – westchnęłam.
- Nie czuję się bezpieczna w twoim towarzystwie, Harry. – zaśmiał się.
- I to wszystko przez te głupie akta? Naprawdę tak mi nie ufasz, że wierzysz, że mógłbym coś takiego ci zrobić. Kocham cię, idiotko- zamknęłam oczy.
- I tak się ciebie boję, Harry. Jedyny sposób, żebym ci zaufała jest taki, ze masz znaleźć sprawcę. – złapał mnie za ramiona przez co musiałam na niego patrzeć.
- Zrozum, że nie chcę cię skrzywdzić. I skoro się mnie boisz, zostawię cię. Znajdę sprawcę tego incydentu, ale wątpię, że między nami będzie lepiej skoro jest tak jak jest- powiedział twardo i mnie puścił. Wyszedł za nim zdążyłam coś powiedzieć.
 --------------------------
Ta dam! Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał. Od razu zapowiadam, że w nn będzie się działo. Nn do środy/piątku , proszę o komy i zapraszam na drugiego bloga.